księga * linki • godz: 20:35 data: 2010.03.7 samotność w wielkim mieście. Wielkomiejski singiel. {mam kota na gorącym dachu mojej głowy!} Komentuj(0)
• godz: 00:14 data: 2010.03.5 ambiwalentnie. A mimo to idzie wiosna, po niespełna roku ciężkiej wegetacji. Wreszcie praca pochłania mnie z czystej przyjemności, a nie po to, by zapomnieć. I robię całkiem szalone rzeczy w trasie, ale to już inna bajka... ;) {Niech moje biszkoptowe serce, owinięte ciasno folią będzie ciepłe.} Komentuj(1)
• godz: 15:29 data: 2010.02.11 Osierociłam dziś piękne dziecko. A kiedy zdałam sobie z tego sprawę, jego już nie było. Abstrahując od tematu: zauważam w sobie małą rewolucję. Na walkę szykują się wszystkie moje narządy. Jedne biją nieco szybciej, w innych przedziwna siła ssie nieznośnie. Gdzieś na polu walki latają małe, kolorowe motylki. Trzepoczą skrzydełkami z zaniepokojeniem. Przewidują. Nadchodzi. {I od niechcenia mamy te marzenia, gdzie Trochę jaśniej robi się i trochę cieplej} Komentuj(1)
• godz: 14:28 data: 2009.07.23 wielkie powroty w wielkim stylu. Dzień dobry. Nadszedł taki czas, nadeszła taka potrzeba, by napisać tu znów. Właściwie to nie mogę uwierzyć w swoje porażki, poddaję w szczerą wątpliwość fakt, że zaistniały. A wszystko to przez niewyobrażalny stopień ich nieprawdopodobieństwa. Stalcia rzekła "myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach". "Witaj w świecie dorosłych" skwitowała mama. Uwierzycie? Radosne "dzień dobry" w nowym świecie, o matko boska, przegapiłam przyjęcie powitalne? To się nie dzieje. Niby mojemu sercu już wszystko jedno, a jednak wciąż kołacze, gdy musi się przemóc i znieść kolejną dawkę wspomnień. Piszę dziś i nie wierzę w ton naszej rozmowy, o ile rozmową można to nazwać. Świat tak ohydnie się zmienia, a droga, przez którą musimy biec staje się coraz bardziej kręta. Zaczyna cuchnąć. Mnożą się kamienie - a ja biegnę boso. "Chcę Ci tylko oddać rzeczy". Nawet nie pytam, co słychać. Zwykła konwersacja biznesowa. Pojutrze będzie po wszystkim. Wreszcie, kurwa, wreszcie....... [Tak na marginesie, z innej beczki: dziewięć kręgów piekielnych, z których ostatni jest najgorszy. I z tym Dante miał cholerną rację.] Komentuj(2)
• godz: 19:50 data: 2007.11.28 merci. Robi się niezmiernie cicho w przedsionkach mego serca. Nikt ani nic nie puka już do drzwi owego narządu. Krew płynie spokojniej, może jeszcze nie do końca z wolna, aczkolwiek nie popada w pośpiech, a to wręcz mogę uznać za mój osobisty sukces. Gdzieś tam w tętnicy ciśnienie obija się o ścianki i krzykiem zduszonym oznajmia 'poddałaś się kretynko'. A może właśnie kretynka zmądrzała? Czas najwyższy włączyć mózg magicznym guzikiem w kolorze zmętniałego, różowego musu-przymusu. Jeśli mam być kłodą, to wolę nie istnieć. "Merci, encore, d'avoir eu tous les torts." Komentuj(0)
• godz: 19:50 data: 2007.11.18 crisis. Kryzys twórczy?! Boże, nie teraz! W powietrzu czuć tylko niepojęty smród fałszu. I chciałoby się o tym napisać...i nic. i nic. i nic. Słowa się nie kleją. Gdzie się, do cholery, podział mój Anioł Stróż? Chyba moje myśli biegły za szybko i nie nadążył. Pewnie znów skarży się u Tego Najwyższego. Prosi po raz kolejny o zmianę stanowiska. I tak się niewdzięcznikowi nie uda. Czas się odrobinę wykrzyczeć w poczuciu wstrętnej bezsilności. To jest najgorsze - chcesz komuś pomóc...i wiesz, że jedyną rzeczą, jaką możesz ofiarować, to bycie przy tej osobie i wspieranie, ciągłe mówienie 'wszystko będzie dobrze'.... a nie wszystko będzie. Pewnych rzeczy w ogóle już nie będzie. Smutne. Boli mnie nieszczęście ogarniające cały świat. I retoryczne pytanie: za jakie grzechy? Kryzysy na tym się nie kończą. Potęga ich staje się niewyobrażalna. [nie traktuj mnie, proszę, jakbym była jeszcze dzieckiem...] Komentuj(0)
• godz: 14:23 data: 2007.11.16 bo Ktoś z Góry każe mi wybrać. Czy warto zaburzyć ład i porządek mojego małego światka, który skrupulatnie budowałam przez ostatnie kilka miesięcy? Czy warto podążać za impulsem, który ostatnimi czasy bywa silniejszy niż resztki mojego rozumu? Nic, tylko siąść i zakląć pod nosem. Bo jak wybrać pomiędzy dwoma równorzędnymi racjami? To jest jak wybór pomiędzy długą, prostą drogą, na której nic się nie dzieje, a drogą krętą, gdzie mimo niebezpieczeństw może stać się coś cudownego, co odmieni nieodwracalnie dalszy przebieg podróży. Po dłuższym zastanowieniu. Chyba jestem Makbetem. Komentuj(0)
• godz: 19:47 data: 2007.11.12 czas najwyższy! Woda, chrom, warzywa, w mniejszej ilości owoce. Ćwiczymy dużo, oj ćwiczymy. W końcu marzy nam się talia osy i płaski brzuszek. Zero słodyczy, zero alkoholu (przynajmniej na pewien czas:P) Bo Marta się odchudza, Proszę Państwa! Dzień 1: Jest świetnie, przyjemnie zmęczona, sumienie wytrwale broni się przed bombami kalorycznymi. :D Komentuj(5)
• godz: 14:54 data: 2007.11.9 Chcę zniknąć. Bo złość gości w moim umyśle coraz częściej i rozrywa go od środka - nie od razu... wręcz nazbyt szczegółowo, z premedytacją niszczy każdą ciężko wypracowaną szarą komórkę. Już nie wystarcza krzyk i płacz, by pozbyć się negatywnych emocji. Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem. Ktoś mi powie, co się ze mną dzieje? Z niczym się nie wyrabiam, a obowiązki trafia szlag. Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że zdałam sobie wreszcie z tego sprawę. Te kilogramy. Niech Rubens zmartwychwstanie i namaluje mnie tak, bym wiedziała, że w jego oczach jestem piękna. Cholerna studniówka. Serce stało się wyłącznie narządem pompującym krew. [Przemywając twarz uciszam gwar jeszcze ciepłych snów.] Komentuj(1)
• godz: 19:38 data: 2007.10.17
tęczowa otoczka obecnych nastrojów. Podstępnie zakamuflowane wołanie co po niektórych o zmianę mojej istoty na lepsze. Ostrzegam więc: możesz walczyć z charakterem, ale z naturą już nie wygrasz. Jeśli nie możesz tego znieść - wyjdź, tylko zamknij za sobą drzwi. Bo przeciągi są straszne. Poczynam snuć rozmaite filozofie; po jaką cholerę egzystuję? Zamiast pchać ten świat do przodu, to cofam się razem z nim. Zapadam w nirwanę, wtajemniczam w religię duszy; po to, by przestać myśleć o otaczających problemach owianych banałem, aczkolwiek z wyjątkowymi właściwościami destrukcji mojej osoby. Nie, nie, nie. Wcale nie jest źle. Upadłam. Ale nieważne gdzie. Ważne, że z kimś. Cholerna radość mnie ogarnia, gdy pomyślę, że jednak nie wszyscy jeszcze oślepli na burzliwą prawdę. Coraz częściej dotykam fizycznie przeciwności losu, poznaję je w pełnej gamie kolorów. Cóż za tęcza nade mną. Chyba w tych kolorach nie jest mi do twarzy. Czas to zmienić. Tylko...czy kobieta z półświatka potrafi namalować z kolorowych farb problemów jeden, pełen siły i nadziei obraz?... Tak. I zrobię to. Nie sama. Nie będę przypalać tostów! [gnam. na przekór!] Komentuj(5)
dawno temu w trawie. 2010 Marzec Luty Styczeń 2009 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2008 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2007 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2006 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Wykonała Claudia dla thecoracji ! |